Zagadnienie łączenia kotów, rady jak się przygotować do tego zadania oraz jak przeprowadzić dokocenie, są skumulowane w facebookowej grupie Dokocenie, do której w tym zakresie odsyłam wszystkich zainteresowanych tematem.

Łączenie zwierząt jednego gatunku wcale nie jest zadaniem łatwym, szczególnie, kiedy bierzemy pod uwagę kota i jego terytorialne podejście do życia oraz kwestię obcych mruczków na tym samym obszarze.

Sprawy komplikują się bardziej, kiedy zechcemy połączyć kota i psa, niezależnie od tego, kto był w domu pierwszy i to z kilku powodów.

PO PIERWSZE, bezpieczeństwo. W naturze kot i pies mają odmienne role. Pierwszy – ofiary, drugi – drapieżnika. Trudno się na to obrażać, niemniej jednak należy mieć na uwadze, że sam układ sił jest najczęściej nierówny w bardzo naturalny sposób. Wyobrażając sobie owczarka niemieckiego i średniej wielkości kota, trudno nie zauważyć dysproporcji wielkości i siły. A układ ten należy do bardzo trudnych, jeśli chodzi o połączenie.

Chociaż to nie jedyna z możliwości. Należy bowiem pamiętać, że koty, są ofiarami ale jednocześnie drapieżnikami, wobec mniejszych stworzeń. Gdyby wyobrazić sobie kota rasy Savannah lub Serwala Afrykańskiego (czyli dość sporego kota) w zestawieniu z młodym, miniaturowym pudlem układ sił jest odmienny, ale równie niebezpieczny.

Co można z tym zrobić? Siły wyrównać, wybierając zwierzęta podobnych gabarytów. Ale to nie wszystko…

PO DRUGIE, są to dwa odmienne gatunki o zupełnie różnych potrzebach. I to już jest dużo trudniejsze zadanie.

Może się bowiem okazać, że podstawową potrzebą i największą przyjemnością psa, którego macie (lub mieć chcecie) jest gonienie – co np. często zdarza się u ras takich jak Border Collie, Wilczaka czy Chartów. Wyłączenie tej potrzeby jest niemożliwe. Przekierowanie – bardzo trudne. Co może się zdarzyć? Pies pogoni przy pierwszej okazji kota, który ucieknie, wybierając jedną z bezpieczniejszych strategii (5F) dla uczucia ulgi. Te emocje – zarówno po stronie psa (samonagradzająca satysfakcja z pogoni) jak i kota (ulga przeżycia ataku) są bardzo silne i szybko uzależniają zwierzęta (podobnie jak człowieka uzależnia papieros w stresującej sytuacji, czy drink na koniec dnia). To powoduje, że chętniej z nich korzystają następnym razem i ponawiają przy kolejnej okazji. Wreszcie generalizują – wówczas oduczenie tych mechanizmów robi się ekstremalnie trudne. Kot ugrzęźnie na wysokości, a pies bezpośrednio pod nim.

Co możemy począć? O ile sprawę przestudiujemy zawczasu – dużo. Choćby zmienić plany i wybrać psa innej rasy, mniej skłonnej do pogoni. Jeśli mleko się wylało i opisaną sytuację macie w domu – bez pomocy behawiorysty, dobrego planu terapeutycznego będzie bardzo trudno.

PO TRZECIE, wybierać do takich międzygatunkowych połączeń zwierzęta do tego przygotowane. To znaczy jakie?

W prostych żołnierskich słowach takie, które mają pozytywne skojarzenia z drugim gatunkiem. A najlepiej te, które w okresie wrażliwym (między 5 a 7 tygodniem życia zarówno u psów jak i kotów) miały kontakt z przedstawicielem drugiego gatunku i miały okazję do dostrzeżenia w nim partnera socjalnego/towarzysza zabawy a nie drapieżnika/ofiary. Brak dobrych wzorców powoduje dojście do głosu instynktów, które jak opisałam powyżej, są bardzo trudne do opanowania, czasem – niemożliwe.

Co możemy z tym zrobić? Jeśli dopiero wybieracie – wybierajcie mądrze, spośród zwierząt potencjalnie przygotowanych. Jeśli ten etap macie już za sobą, bo zarówno kot jak i pies nie mają takich pozytywnych doświadczeń i skojarzeń – róbcie wszystko aby zminimalizować ich stres przy pierwszym kontakcie.

PO CZWARTE, prawidłowo przeprowadzić zapoznanie.

Tutaj technik i pomysłów jest wiele, ale z pewnością należy podkreślić, że mamy tylko jedną szansę na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia i zepsucie jej jest nierozsądne. Mam swoje autorskie rozwiązanie! Uważam, że warto odrzucić techniki “psiarzy”, których jest bardzo dużo a które w mojej ocenie kompletnie nie sprawdzają się przy łączeniu tych dwóch gatunków, na rzecz technik “kociarzy”. Nadto sądzę, że można tę zasadę empatyczności, tj. dostosowywania się i pracy na metodach uwzględniających w szczególności stres i potrzeby “słabszego” zwierzęcia, która jest naturalną ofiarą (w duecie kot – świnka morska będzie nim świnka, przy psie i króliku – królik), jest uniwersalna jeśli idzie o inne gatunki.

Psy są ze swojej natury bardzo socjalnymi zwierzętami i w kanonie ich potrzeb jest bycie w grupie, odmiennie jak w przypadku kotów (raczej są samotnikami – polowanie, patrolowanie, chyba że zdecydują inaczej – ale tego wyjątku nie uwzględnia łączenie zwierząt w naszych domach, gdyż nie jest kocią koncepcją, a ludzką).

Łączenie psów rządzi się zupełnie innymi prawami jak łączenie kotów, w którym trzeba wykazać się dużo wyższą empatią, zrozumieniem potrzeb i koniecznością redukcji stresu, co jest związane z kocią fizjologią. Nie bez racji jest stwierdzenie, że koty odchorowują sytuacje trudne, nowe i stresujące.

Wreszcie biorąc pod uwagę, co już kilkukrotnie zostało powiedziane – kot w tym układzie jest biologicznie ofiarą. Wobec tego stawianie go w sytuacji patowej – bez wyjścia i drogi ucieczki (jak przytrzymywanie na rękach by pokazać kotu psa a psu kota), możliwości oddalenia się do bezpiecznego azylu (np. kiedy pies będący na smyczy wystraszy kota a ten wskoczy wyżej, skąd nie może zejść) i ograniczania terytorium (do jednego pokoju, w dodatku najmniej uczęszczanego i pozbawienie ulubionych miejsc, jak np. sypialnia) jest zwyczajnym nieporozumieniem.

Co zatem robić? Teoretycznie mój pomysł jest banalnie prosty, ale może być odkrywczy. Proponuję skupić się na kocie i dostosować techniki łączenia do niego, co przecież nie krzywdzi psa a daje obu zwierzętom większą swobodę i dobrowolność kontaktu.

Z powodzeniem można stosować zabezpieczone siatką drzwi, jako przegrodę socjalizacyjną, przez którą pies i kot będą mogli samodzielnie regulować częstotliwość i intensywność kontaktu. Przy większych psach zabezpieczeniem mogą być też bramki na schody czy barierki ochronne, jakie czasami stosuje się chroniąc dzieci. Nie należy zapominać również o odpowiednim wzbogaceniu środowiska po obu stronach, które ma za zadanie odwrócić niego uwagę od potencjalnie niebezpiecznego interlokutora.

Następnie, kiedy zwierzęta akceptują się wzajemnie przez przegrodę socjalizacyjną (i tylko wtedy!), o czym świadczą sygnały uspokajające przez nie wysyłane (nie sygnały agresywne) można przejść do kolejnego etapu socjalizacji, który zakłada ostrożny kontakt bez siatki. Ważne, aby wybrać moment dnia kiedy pies nie jest naturalnie pobudzony (jak to się dzieje np. po obudzeniu, przed spacerem, załatwieniem potrzeb fizjologicznych, czy w trakcie lub po atrakcyjnej zabawie). Najlepiej pokazać sobie zwierzęta po dłuższym, aktywniejszym spacerze z psem. Ważne, by był zabezpieczony linką lub smyczą, aby w razie większego pobudzenia i wzrostu emocji nie pogonił kota a ten nie musiał stosować strategii ucieczki. Istotne także, aby kotu pokazać każdy element działania: najpierw zacząć od ekspozycji na psa (pokazanie psa przez osiatkowane zamknięte drzwi), następnie ostrożnie i powoli otworzyć przegrodę z siatki (tak by kot obserwował ten ruch). Wycofanie się każdego ze zwierząt jest sygnałem, że potrzebują więcej czasu. Odwracanie uwagi (poprzez zabawę, smakołyki, kryjówki) oraz wsparcie socjalne (jeśli zwierzę tego potrzebuje) może być pomocne.

Łączenie zwierząt powinno być dobrze przygotowane logistycznie, odbywać się w atmosferze spokoju i z rozmysłem. Niestety zdarza się, że jest zupełnie odmiennie. Dlatego ważne, by …

PO PIĄTE, unikać wpadek celowych i niecelowych.

Żyjemy na określonej przestrzeni, która nie zawsze pozwala na idealny układ. Nowe sytuacje i konieczność podzielenia przestrzeni często frustruje wszystkich domowników, co wprowadza nerwową atmosferę. Bywa, że nie można nad niczym zapanować. A czasami zwierzęta wymykają się z przygotowanych azylów i wpadają na siebie nieoczekiwanie, ku przerażeniu własnemu i opiekuna.

Co wtedy? Starać się zachować zimną krew, zwierzęta rozdzielić (byle nie gołymi rękoma!), uspokoić … i próbować dalej, tym bardziej jak to odosobniony przypadek i nie ma miejsca pięć razy dziennie.

A co jeśli nie wyjdzie?

Niestety mimo nawet najlepiej przygotowanego i przeprowadzonego łączenia nie ma 100% pewności, że nam się uda. Nasza praca to tylko część zadania. Drugą stanowi rodząca się relacja między zwierzętami i to tak na prawdę od niej i od każdego z nich z osobna zależy, czy odniesiemy sukces. To bardzo trudne zadanie. Tym trudniejsze, im mniej przygotowane, stabilne i chętne do pracy zwierzęta mamy. Brak postępów w zachowaniu zwierząt (skracanie dystansu, pojawianie się sygnałów uspokajających w miejsce awersyjnych, wzajemne zainteresowanie) na etapie stosowania przegrody socjalizacyjnej w ciągu około trzech tygodni powinien być sygnałem do przerwania łączenia, z uwagi na rosnący stres pod wpływem którego zwierzęta będą się znajdowały w trakcie .

Niemniej jednak jeśli już pomysł połączenia psa i kota przyszedł Wam do głowy – cieszę się niezmiernie, że szukacie wiadomości na ten temat i chcecie się edukować w tym zakresie. Mam nadzieję, że niniejszy artykuł będzie pomocny i pomoże uniknąć problemów oraz działać w sposób przemyślany, a co najistotniejsze – skutecznie.

Życzę tego z całego serca, podsyłając dla otuchy zdjęcia najtrudniejszej dotąd w mojej karierze kocio-psiej pary, którą dzięki połączonej codziennej pracy mojej ale przede wszystkim Opiekunów – udało się z sukcesem połączyć.