Macie tak ze swoim kotem? Wyjazd, wizyta u weterynarza za pasem, zaraz się spóźnicie, bo korki na kilometry i na dodatek pada, więc ruch się ślimaczy, a ten przebrzydły sierściuch zapiera się wszystkimi łapami i nie chce współpracować? A potem, jak już przedrzecie się przez zasieki miejskie, wytrwacie w godzinnej kolejce psów i kotów i nadejdzie upragniony czas wejścia problem pojawia się ponownie, tylko odwrotny? Bo nie chce opuścić transportera, mimo usilnych próśb i gróźb? Zainspirowana internetową grafiką postanowiłam przyjrzeć się temu problemowi i przeanalizować najczęstsze powody, stojące za takim zachowaniem a także podpowiedzieć, co możecie z tym zrobić.

Po pierwsze, zrób rachunek sumienia….

Często oczekujemy od zwierząt zbyt wiele. Kot, który nigdy nie widział transportera lub widuje go “od wielkiego dzwonu” może odczuwać strach/dyskomfort/stres związany choćby z nowym, dziwnym i ograniczającym przedmiotem. Dlatego tak ważne jest by mruczek miał z nim styczność zanim nastąpi konieczność umieszczenia go w środku. A najlepiej jeśli to zdarzenie jest pozytywne, wywarło dodatnie emocje i dobrze się kotu kojarzy.

Jeśli bezpośrednio przed lub po umieszczeniu mruczka transportówce dzieje się coś nieprzyjemnego, stresującego – kot zwyczajnie kojarzy te fakty i utożsamia doznania i nieprzyjemne emocje z transporterem (warunkuje).

Po drugie, zastanów się czy nie stało się coś, co mogło wpłynąć na takie zachowanie?

Jeśli kot doznał dyskomfortu, stresu, przymusu, bólu. Skojarzył negatywne emocje z transporterem, wejściem do niego czy wyjściem – a w konsekwencji – odczuwa awersję. W tej sytuacji, kolejne przymuszanie go do korzystania z przenośki tylko utwierdzi go w przekonaniu że to miejsce nie jest godne zaufania.

Często szczególnie negatywne doświadczenia się generalizują, czyli obejmują coraz szersze okoliczności. Jeśli dotąd dla kota problemem było samo wejście i wyjście z transportera, może się okazać że za jakiś czas postawienie przenośki przed drzwiami, na stole, lub w ogóle wyjęcie jej z szafy, albo nawet widok przedmiotu – tego lub podobnego – będzie generowało stres bądź ucieczkę.

Po trzecie – czy sam nie generujesz problemu?

Nasz pośpiech, stres, przymus powodują dyskomfort kota, a czasem nawet lęk. To bardzo empatyczne zwierzęta, odczuwające każdą zmianę naszej emocjonalności. Jeśli się denerwujemy – nasz pupil też się denerwuje. Te emocje się przenoszą i bardzo szybko widzimy ich efekty. Zatem zamiast wprowadzać zamieszanie, proponuję najpierw wyczyścić swoje emocje a dopiero potem próbować dogadać się z kotem.

Tak samo podczas wizyty w lecznicy. Zdaję sobie sprawę, że weterynarze są zapracowani, nie każdy ma zawsze dobry dzień, a inni pacjenci czekają. Niemniej jednak zawsze chwila dla kota poprzedzająca badanie powinna się znaleźć i o to zadbać powinien opiekun. Samodzielne wyjście z transportera to już duży sukces, ale aby było możliwe trzeba dać zwierzęciu czas i przestrzeń a czasami także wsparcie (np. zachęcić słowem, gestem). Idealnie, jeśli kot po opuszczeniu przenośki może się rozejrzeć w gabinecie, powąchać stół, lekarza. To wszystko wpływa na jego poczucie kontroli i lepszy komfort.

Jeśli stres jest bardzo silny, kot wysyła jego sygnały za pomocą mowy ciała (oblizuje pysk, kuli się, kładzie uszy, odwraca głowę gdy na niego patrzymy, etc.), czy tym bardziej chowa się, unika nas – trzeba zmienić strategię lub zacząć trening medyczny.

Jak sobie z tym poradzić?

Lepiej korzystać z pozytywnego wzmocnienia (np. smakołyków, zabawy, kontaktu socjalnego) niż z awersji (siły, przytrzymania, krzyku, itd.). Ale aby to zrobić potrzeba czasu, cierpliwości, spokoju i odrobiny wiedzy – nie zdziałacie cudów jeśli za 5 minut macie wyjść z domu a kot zachowuje się jak na obrazku. Potrzeba też motywatora – najczęściej jest to jedzenie/smakołyki.

Jeśli mamy do czynienia z “czystą kartą” zadanie jest łatwiejsze. Wystarczy kota nie zrazić – do czego namawiam, jeśli jesteście opiekunami maluszka.

Kiedy “mleko się wylało”, sposób postępowania będzie zależał od stopnia awersji kota i momentu zapalnego (tej chwili, kiedy wyczuwa co ma się zdarzyć, bo jego generalizowanie już tak daleko zabrnęło).

Jeśli problem tkwi w samym przedmiocie/jego widoku – najczęściej wystarczy mruczka odwrażliwić na obraz transportera – nauczyć go nowych emocji w związku z tym przedmiotem, np. umożliwić stały dostęp/nie chować lub powodować przyjemne zdarzenia w jego pobliżu lub w środku.

Gdy momentem zapalnym jest wyciąganie przenośki z szafy, stawianie w korytarzu, wystarczy osłabić ten sygnał, np. powtarzając go kilkukrotnie, w seriach po kilka razy dziennie, bez innych (negatywnych) konsekwencji, jakie do tej pory miały miejsce (czyli np. rozpaczliwej gonitwy za kotem po całym mieszkaniu, łapaniu go na karniszu i ciskaniu nogą na siłę do transportera).

Oswojony transporter pomoże kotu w lecznicy. Niemniej jednak tam kluczowe będzie nakłonienie kota do wyjścia samodzielnie a także jego emocje wokół tego wydarzenia. Należy dbać o wszystkie okoliczności wizyty po to, aby nawet jeśli zdarzyło się coś nieprzyjemnego/bolesnego w lecznicy (o co przecież nie trudno) przed opuszczeniem gabinetu zmienić negatywne emocje w pozytywne. Dzięki temu kot zakoduje pozytywne skojarzenia i nie będzie pogłębiał lęku i stresu, który mu towarzyszy, chociaż pewnie zajmie to dużo więcej czasu niż lektura tego artykuły.

Sytuacje beznadziejne to zadanie dla profesjonalistów, zatem jeśli nijak nie idzie Wam współpraca z kotem warto poprosić o poradę behawiorystę lub doświadczonego trenera, który miał styczność z kotami. Osoby te, o ile działają w oparciu o metody pozytywne, z pewnością wesprą w podejściu do trudnego przypadku i pomogą okiełznać tygrysa.

A Wy i Wasze koty? Jak sobie radzicie? Dajcie znać w komentarzach poniżej!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *